Kontakt
2010-06-10 17:15

Średniowieczne narzędzia tortur
Z kolekcji Piotra Buczkowskiego


Koncepcja wystawy: Piotr Buczkowski
Aranżacja plastyczna w MAK: Marek Grosse; współpraca – Jolanta Hosecka

Dnia 2 czerwca 2010 roku otwarto w salach naszego Muzeum kolejną wystawę czasową, poświęconą tym razem średniowiecznym narzędziom tortur. Jest to wystawa zbudowana ze zbiorów zgromadzonych przez prywatnego gdyńskiego kolekcjonera, p. Piotra Buczkowskiego, pokazującego swą kolekcję w różnych częściach Europy.

Na naszej wystawie zaprezentowano ponad 50 eksponatów narzędzi tortur; część prezentowanych okazów to kopie, część to oryginały – i jedne i drugie wywołują podobne ciarki na grzbietach zwiedzających. Czego tu nie ma: jest i tzw. Dziewica Norymberska, krzesło inkwizytorskie, garotta, przedmiot nazywany sielsko bocianem, urządzenie służące do tzw. tortury wody, maski hańby, pas cnoty, flet, skrzypce, gruszka i wiele innych… Pod tymi często niewinnie brzmiącymi nazwami kryją się jednak wyrafinowane narzędzia służące do zadawania bólu (wszystko oczywiście w imię dochodzenia do prawdy…). Narzędzia, jakie można na naszej wystawie oglądać, pochodzą głównie z czasów od XV do XVIII wieku i są w większości osiągnięciem pełnej inwencji niemieckiej myśli technicznej. Niektóre z prezentowanych urządzeń to rzeczywiście zmyślne przedmioty o całkiem nieraz skomplikowanej konstrukcji, jednak większość to okazy zupełnie proste, jak np. zwykły pal drewniany. Chodzi tylko o to, w jaki sposób można go wykorzystać, aby dla skazanego zaczęły się prawdziwe schody – na ogół już schody do nieba, i to dość długie schody, ponieważ dobrze wykonana kara powinna trwać długo, by skazany wiedział, że umiera…

Są też jednak na wystawie przedmioty nie służące do zadawania bólu, lecz do społecznego napiętnowania niektórych osób. Interesujące są np. ruchome dyby dla złośliwych kobiet zajmujących się plotkami i obmawianiem bliźnich, ciekawość może wzbudzić także urządzenie zwane piszczałką, służące do karania fałszujących muzyków…

Inwencja twórców prezentowanych tu narzędzi była zaiste wielka – a trzeba pamiętać, że oglądane okazy to zaledwie drobna część arsenału stosowanych dawniej środków podczas tzw. czynności podejmowanych przez ówczesne organa ścigania. Zresztą nie zawsze musiało podczas tych czynności dochodzić do zadawania mąk: podobno dobry śledczy rozpoczynał przesłuchanie od zaprezentowania delikwentowi poszczególnych narzędzi i objaśnienia ich działania. Już to często wystarczało, by oskarżony był gotów przyznać się do wszystkiego, czego oczekiwał przesłuchujący; nagrodą (i to nie do pogardzenia) za taką współpracę mogła być np. szybka śmierć.

Wystawa ta nie ma służyć do epatowania ludzką skłonnością do komplikowania stosunków międzyludzkich. Wszak nieprzyjemne sposoby traktowania bliźnich nie skończyły się na XVIII wieku i często nie wymagały stosowania odpowiednich wymyślnych narzędzi. Wystarczy przypomnieć sprawę krakowskiej karmelitanki Barbary Ubryk z XIX wieku, która przez 21 lat przetrzymywana była w zamurowanej celi klasztoru przy ul. Kopernika. Wiele do powiedzenia mieliby też na ten temat byli więźniowie z różnych okresów XX wieku… Tak więc – nie zbliżając się zbytnio do czasów nam współczesnych – zastanówmy się może lepiej nad kondycją osoby ludzkiej i doszukujmy się w niej raczej dobrych stron jej postępowania.

Jacek Rydzewski

Wstęp
Wstęp
Oficjalnie
Oficjalnie
Maski hańby
Maski hańby
Madejowe łoże
Madejowe łoże
Tu już gorzej
Tu już gorzej
Audytorium
Audytorium
Ciekawość
Ciekawość
Ciekawość
Ciekawość
Ciekawość
Ciekawość
Ciekawość
Ciekawość
Ożywcza wymiana wrażeń
Ożywcza wymiana wrażeń
do góry drukuj