Zabytek Miesiąca - „Grób i naczynie”

Grób

Grób, odkryty w Bocheńcu (nad Wierną Rzeką) w województwie świętokrzyskim, należy z pewnością do wyjątkowych, i to w skali ponadregionalnej. Pochodzi bowiem z połowy XIII stulecia przed Chr. (sprzed ok. 3250 lat), a więc z okresu, kiedy na obszarze niemal całej Europy doszło do znacznych przeobrażeń, manifestujących się przede wszystkim w sposobie myślenia o świecie - żywych i umarłych. Te dwie, zdawałoby się zupełnie odmienne, sfery były w pradziejach nierozerwalnie z sobą złączone. Tak więc, przemiany polegające na zastępowaniu inhumacji (grzebanie ciała zmarłego) przez kremację (ciałopalenie) należy traktować jako przejaw swoistej „rewolucji” w postrzeganiu życia na ziemi i w zaświatach. Proces ten dokonywał się stopniowo w ciągu kilku stuleci, przybierając - niejako „po drodze” - rozmaite formy, wynikające z odmiennych tradycji kulturowych poszczególnych obszarów Europy. Na naszych ziemiach najwcześniej – w XIV stuleciu przed Chr. - objął on Śląsk, a następnie inne tereny zachodniej części kraju. W środkowej i wschodniej Polsce postępował najwolniej - w ciągu XIII, a nawet XII stulecia przed Chr.

Skąd jednak wiemy, z jakiego okresu pochodzi grób z Bocheńca i dlaczego jest on tak ważny z naukowego punktu widzenia? Dla osób niewtajemniczonych w arkana sztuki interpretacji archeologicznej znaczenie tego grobu mogłoby wynikać z jego rozmiarów, budowy czy liczby pochowanych w nim osób. Z tych względów jest on rzeczywiście także wyjątkowy, gdyż posiadał potężną kamienną obudowę, przylegającą na całym obwodzie do ścian owalnej jamy grobowej, której długość dochodziła do 4 m, a szerokość ok. 1,5 m. Różnej wielkości kamienie (nierzadko duże wapienne płyty) ułożone były ściśle, tworząc rodzaj wannowatej konstrukcji o wysokości dochodzącej do 80 cm. Do wnętrza tego grobowca składano zmarłych, przy czym wszystko wskazuje na to, że póki nie pochowano w nim wszystkich osób tworzących najpewniej spokrewnioną z sobą grupę (niewielki ród?) nie był on zasypany, lecz jedynie zabezpieczony od góry - choćby jakąś konstrukcją drewnianą, która nie pozostawiła po sobie śladów. Na podstawie badań antropologicznych kości wiemy, że na dnie grobu, w obrębie konstrukcji kamiennej, złożono niespalone szczątki co najmniej 8 osób. Zapewne pierwszą z nich była dorosła kobieta, którą ułożono na lewym boku w północnej części grobu, a jej czaszkę zabezpieczono jakby od góry ukośnie ułożoną płytą wapienną (co spowodowało, że przetrwała ona do naszych czasów). Kości pozostałych osób (kolejnej kobiety, mężczyzny, dwójki dzieci i 4 innych dorosłych, których płci nie udało się ustalić) zachowały się o wiele gorzej, tym bardziej, że odsłaniano je w układach rzadko tworzących choćby cząstkowe struktury anatomiczne. Może to wskazywać, że jeśli nawet składano zmarłych do grobu w całości, to podczas „dokładania” kolejnych pochówków ulegały te szczątki przemieszczeniu. Fragmenty czaszek znajdowano jednak zwykle na obu krańcach grobu. Pochówkom towarzyszyły fragmenty naczyń i przedmioty brązowe: długa szpila do spinania odzienia i niewielkie kółka o kilku zwojach, służące jako pierścionki lub ozdoby przepaski czołowej. Na podstawie budowy grobu i złożonych w nim pochówków szkieletowych, a także w oparciu o wymienione zabytki, moglibyśmy uznać, że pochodzi on ogólnie z XIV-XIII w. przed Chr. Ale jedno z naczyń, które zawierał ów grobowiec pozwala nam zawęzić to datowanie do około połowy XIII w.

 

Naczynie

Jest to niewielka waza czy – ze względu na obecność uch – amfora, której fragmenty tworzyły wyraźne skupisko, usytuowane wewnątrz środkowej części grobu i w jego górnej partii, a więc mniej więcej na poziomie „pierwszej” (licząc od góry) warstwy kamieni tworzących obwarowanie. Trzeba tu wyjaśnić, że zarówno fragmenty naczynia, jak i górne kamienie obudowy grobu odsłonięto tuż pod warstwą ziemi ornej. Wobec tego można przyjąć, że amforę uszkodziła przede wszystkim orka, pierwotnie zaś złożono ją w całości, wewnątrz zasypanego już ziemią grobu. Obecność ułamków przepalonych kości w bezpośrednim sąsiedztwie fragmentów amfory, wskazuje natomiast, że pełniła ona funkcję urny, którą celowo złożono do zbiorowego grobu szkieletowego - tak jakby zmarła osoba była spokrewniona z wcześniej pochowanymi, ale niejako przyjęła inny sposób dotarcia w zaświaty - poprzez kremację swoich szczątków. Byłby to zatem najmłodszy pochówek umieszczony w „rodzinnym” grobowcu. Wskazuje na to również samo naczynie, które poddano drobiazgowej rekonstrukcji, uzupełniając ubytki specjalnym rodzajem gipsu. Bez tego bowiem nie sposób byłoby ustalić, jaki dokładnie miało ono kształt i jak było zdobione – a są to elementy zupełnie podstawowe dla oceny kulturowej i chronologicznej znalezisk archeologicznych. Po tych zabiegach konserwatorskich okazało się, że naczynie ma wieloboczny, a dokładnie sześcioboczny kształt (patrząc od góry), gdyż posiada na tzw. brzuścu 6 guzów, które – jak mówią w uproszczeniu archeolodzy – zostały wypchnięte od wewnątrz podczas wylepiania naczynia z gliny. Oczywiście wykonano je inaczej, istotna jest jednak sama obecność owych guzów, które najwcześniej pojawiły się na tego rodzaju naczyniach na Śląsku w początkach XIII stulecia przed Chr. Guzy te zdobiono na tamtym terenie półkolistymi żłobkami, które w przypadku amfory z Bocheńca zastąpiono nieco innym motywem (wyraźnie nawiązującym do śląskiej stylistyki); dodatkowo zaś na górnej części brzuśca amfory nalepiono 4 niewielkie guzki, które umieszczono pomiędzy guzami „wypychanymi”. Można więc z bardzo dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że osoba, która wylepiła to naczynie (uważa się, że zajęcie to było domeną kobiet) wiedziała już sporo na temat śląskiej techniki lepienia tego rodzaju form oraz sposobów ich zdobienia. Dlatego właśnie można przyjąć, iż działo się to około połowy XIII stulecia przed Chr., i że tzw. wpływy ze Śląska dotarły na Kielecczyznę, niejako w „pakiecie” z ciałopaleniem, które na Śląsku było już w tym czasie powszechnie stosowane.

 

KURATOR CYKLU: Jacek Górski

SCENARIUSZ WYSTAWY: Andrzej Matoga, Mikołaj Orzechowski

OPRACOWANIE GRAFICZNE: Marek Grosse

FOTOGRAFIE: Andrzej Matoga, Agnieszka Susuł

REALIZACJA OŚWIETLENIA: Marek Grosse, Zbyszek Litwa